34,90zł

Bielśk, Knorozy, Ploski (i insy vjoski)

Bielśk, Knorozy, Ploski (i insy vjoski)

Autor: Halina Maksymiuk

Tytuł: Biêlśk, Knorozy, Ploski (i inšy vjoski)

Podtytuł: Historyjki podlaskie ilustrowane malarstwem Olega Kobzara

Wydawnictwo: Struha Editions

Miejsce i rok wydania: Białystok, 2019

Oprawa: twarda

Ilość stron: 190

Format: 13 x 20,2 cm

Redakcja tekstów: Jan Maksymiuk

Opracowanie graficzne: Siarhiej Šupa

Reprodukcje obrazów: Oleg Kobzar

ISBN 978-83-902162-0-1

Język: podlaski (polski w notach wydawniczych i w posłowiu)

 

 

Nota o autorce tekstów

 

HALINA MAKSYMIUK urodziła się na piecu we wsi Knorozy na Podlasiu, trochę pomieszkała w sąsiednich Ploskach, ale z powodu przeludnienia przeniosła się wraz z rodzicami do Bielska. Tu ukończyła szkołę podstawową i liceum. Następnie bez większych sukcesów studiowała filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Dziesięć lat spędziła w Białymstoku, a potem przeprowadziła się z rodziną do Czech, do Pragi. Tu również spędziła dziesięć lat. Jednakże pozostanie osobą miastową nie było jej sądzone i w końcu wylądowała na wsi koło Pragi. Tłumaczyła prozę z języka czeskiego na białoruski (Jaroslav Havliček) i z białoruskiego na polski (Valancin Akudovič, Uładzimir Arłoŭ, Adam Hlobus). Na co dzień zajmuje się domem i przydomowym ogródkiem, uczy się fotografii i dużo czyta. Uwielbia róże. Pisze historie wspomnieniowe po podlasku.

 

Posłowie autorki:

 

Dlaczego napisałam te historyjki po-svojomu

 

Po pierwsze: bo tak chciałam. Po prostu i zwyczajnie. A jak mi się czegoś chce, to dążę do tego, aby się spełniło. Co to za życie, w którym marzenia się nie spełniają?

Po drugie: dlaczego nie? Język podlaski nie jest przecież gorszy od innych.

Po trzecie, już całkiem poważnie: powrót do świata i języka dzieciństwa stał się dla mnie odkrywczym przeżyciem duchowym.

W trakcie pisania stało się coś dziwnego. Zapisałam jedną historyjkę, drugą, trzecią, i nagle wspomnień zaczęło przybywać, wszystko zaczęło powracać, jak gdyby taśma z filmem przewijała się do tyłu. Wystarczyło mi popatrzeć na jakieś stare zdjęcie, usłyszeć jakieś słowo po-svojomu rzucone od niechcenia przez kogoś z rodziny, by obudzić ukryte w sobie wspomnienia. I w tym natłoku obrazów zrozumiałam, że swoich wspomnień z dzieciństwa nie zdołam zapisać innym językiem. Bo w innym języku nie byłyby one moje, nie byłyby autentyczne. Przyznaję, że potem próbowałam przetłumaczyć niektóre historyjki na polski, ale nie brzmiały one tak, jak oczekiwałam. Traciły w tłumaczeniu tak wiele, że postanowiłam poprzestać na wersji oryginalnej.

Językiem podlaskim posługuję się od zawsze. To mój język rodzinny. Polski przyszedł później. W domu zawsze mówiło się po podlasku; kiedy przyjeżdżałam ze swego miasteczka na wieś, do rodziny, tam też mówiono moim językiem. Polski nie pasował do naszego swojskiego świata, polski należał raczej do miasta i miastowych. Ja zaś czułam się miastową tylko połowicznie.

Poza tym podarzyło mi się w życiu spotkać faceta, który też mówi po podlasku, i to nie tylko na wsi, ale i w mieście. Co więcej, ten facet wymyślił alfabet dla naszego wspólnego języka i napisał jego gramatykę, a teraz redaguje moje teksty i zachęca mnie do pisania. Oczywiście, w domu na co dzień posługujemy się językiem podlaskim. Nie, nie jesteśmy jacyś wyjątkowi. Znam jeszcze parę rodzin, które robią to samo. Ale już wiem, że to kropla w morzu. Doskonale zdaję sobie sprawę, jak niewielu nas, mówiących po podlasku na co dzień, pozostało. Nasz język umiera razem z nami. To prawdopodobnie ostatnia chwila, kiedy jeszcze można opóźnić to umieranie chociaż trochę. Chciałabym mieć nadzieję, że i ja dołożyłam trzy grosze do przedłużenia pamięci o naszym języku.

Dlatego właśnie piszę po podlasku. Możliwe, że czytając te moje tekściki ktoś przypomni swoje podlaskie dzieciństwo, smak waty cukrowej na Spasa lub Prečystu, bajki opowiadane przez babcię po-svojomu... Ech, rozmarzyłam się...

A dlaczego obrazy Olega Kobzara?

Oleg namalował mój Bielsk takim, jakim go zapamiętałam. Urokliwym, trochę tajemniczym, ze starymi budynkami i uliczkami. Dlatego poproszenie go o udział w naszym projekcie wydawniczym było czymś naturalnym. Zgodził się, mimo że nie mogłam zagwarantować mu honorarium. Oleg, dziękuję ci z całego serca!!!

Jestem też niezmiernie wdzięczna naszemu wieloletniemu przyjacielowi Siarhiejowi Szupie za przygotowanie projektu graficznego książki. Dzięki, Siarhiej!

 

Halina Maksymiuk

Velké Přílepy, grudzień 2018

 

 

Nota na tylnej okładce:

 

Ta książka zaprasza czytelnika do podróży w nieznane w podwójnym sensie.

 

Po pierwsze, proponuje spojrzenie oczami dziecka na rzeczywistość prowincjonalnego Podlasia z lat 60. i 70. XX wieku. Po drugie, daje odczucie niepowtarzalnego smaku naturalnego języka podlaskiego, w którym niegdyś kształtowała się wrażliwość na świat sporej części mieszkańców tego kulturowego, religijnego, językowego i etnicznego pogranicza.

 

Trzydzieści trzy bezpretensjonalne historie z aurą życia „takiego, jakim było naprawdę”. Humor, ironia, nostalgia, magiczny świat dzieciństwa w języku pierwszym.

 

Z posłowia „Dlaczego napisałam te historyjki po-svojomu”:

 

...W tym natłoku obrazów zrozumiałam, że swoich wspomnień z dzieciństwa nie zdołam zapisać innym językiem. Bo w innym języku nie byłyby one moje, nie byłyby autentyczne.

 

Recenzje

Producent
Szybkie wyszukiwanie
 
Użyj słów kluczowych, aby znaleźć produkt, którego szukasz.
Zaawansowane wyszukiwanie
Twój koszyk jest pusty
Poleć produkt
Podziel się poprzez e-mail. Udostępnij na Facebooku. Podziel się na Twitterze.
osCommerce